Oczywiście być może to, co mnie martwi u mojej najmniejszej pociechy nie wynika z doświadczeń w życiu pod sercem mamy. Ale to tak mocno mi się nasuwa, że jakoś ta myśl nie chce odejść.
Nie ukrywajmy, zafundowałam Tomaszkowi niezłą dawkę złych emocji. Stres, przez który nie jadłam, nieustanne myśli o jego śmierci nie sprawiały, że czułam się jak kwitnąca matka z dzieciątkiem pod sercem. Mam tendencje do histeryzowania, to fakt.
Nasz Babosz ( tak nazwali go bracia) jest bardzo strachliwy. Wystarczy na niego krzyknąć ( np. żeby nie pełzał do kominka) i wpada w płacz. A kiedy się uderzy albo mocniej zdenerwuje, zapowietrza się. Nie życzę nikomu, żeby oglądał swoje dziecko siniejące, przelewające się przez ręce, któremu ucieka wzrok. Trudno mi opisać co mnie jeszcze martwi. Dziś nagle zaczął się bać swojego taty...
Może tak się trafiło akurat, a ja jestem zdenerwowana. A może musimy okazywać mu więcej czułości, bo się chopaczysko nastresowało, zanim pojawiło się na świecie.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Zabawy ze słowem
Jaka radość w domu!!! Zrezygnowana, bo ciągle serwuje im to samo, ciągle nuda, zrobiłam chłopakom gre w podchody. Co to była za radość. Maksymilian odczytywał, gdzie znajduję się następna podpowiedź. Taka przygoda, że hej! Żyć mi nie dawał, żebym dalej z nim grała i chowała następne karteczki. Pisałam na zwykłych kolorowych karteczkach, drukowanymi literkami, np. "POD PODUSZKĄ" albo " W SZAFIE", " W WANNIE" i chłopcy biegali po całym domu. Na koniec za pierwszym razem była słodycz i co usłyszałam? " Eeeeee, koniec? Jeszcze! Jeszcze!" i słodkość została tam, gdzie była... :) Teraz na końcu jest serduszko, "KOCHAM WAS", uśmiech. I oni na to właśnie czekają. Podchody - stare, ale jare :P
wtorek, 1 grudnia 2015
Kalendarz
Jednym z obowiązkowych punktów edukacji w przedszkolu jest czas. To znaczy, że dziecko ma rozumieć podstawowe pojęcia ( wczoraj, dziś, jutro), odczytywać godzinę na zegarze, no i znać dni tygodnia, miesiące, pory roku.
Zegar poznawaliśmy między innymi przy okazji układania planu dnia. Ale także w codziennym życiu tłumaczę, że jedziemy gdzieś za godzinę, to będzie na zegarze tak i tak.
Dni tygodnia są bardziej abstrakcyjne. Starałam się wyjaśnić różnicę w dniach w zależności od zajęć, na które chłopaki chodzą itd. Z racji, że troszkę grywam na gitarze, wykorzystałam znaną ( lub nie;) ) piosenkę z repertuaru Tata Śpiewa, ale wymyśliłam własne słowa (np. A w niedzielę spotykamy się w kościele). Tak czy owak sama piosenka jest fajna, więc wrzucam:
Wydawało mi się, że te miesiąc tłumaczę chaotycznie. Ale jak zebrałam to razem, że mamy dzień miesiąca, że miesiące mogą mieć 30 albo 31 dni ( nie wspominałam o litym...) i to są te daty na naszym klasycznym kalendarzu itd. i Maks pojął. Aż mnie zaskoczył. Szymon ( 3 latka) najchętniej zmienia pogodę. Urozmaiciłam naszą planszę o pogodę i termometr. Oczywiście rzepy królują. Jak dokopię się do bloga, gdzie mama udostępniła gotowe arkusze do wydrukowania, to dodam tu informację. Awaria komputera zniszczyła nieco moje zasoby, a szukając aktualnie wyskakują mi tylko kalendarze adwentowe :)
Zegar poznawaliśmy między innymi przy okazji układania planu dnia. Ale także w codziennym życiu tłumaczę, że jedziemy gdzieś za godzinę, to będzie na zegarze tak i tak.
Dni tygodnia są bardziej abstrakcyjne. Starałam się wyjaśnić różnicę w dniach w zależności od zajęć, na które chłopaki chodzą itd. Z racji, że troszkę grywam na gitarze, wykorzystałam znaną ( lub nie;) ) piosenkę z repertuaru Tata Śpiewa, ale wymyśliłam własne słowa (np. A w niedzielę spotykamy się w kościele). Tak czy owak sama piosenka jest fajna, więc wrzucam:
Poszło łatwo. Trudniej z miesiącami. Ale wykorzystaliśmy pomysł jednej blogującej mamy tworząc nasz własny kalendarz na rzepy i wszystko stało się jaśniejsze.
wtorek, 10 listopada 2015
Pisanie - szorstkie litery, literki na rzepy
Choć nadal króluje u nas liczenie i matematyka w różnych odsłonach, nie możemy zaniedbywać poznawania sztuki pisania. Według Marii Montessorii ważna dla dziecka jest umiejętność wyrażania siebie właśnie poprzez pisanie. Nie we wszystkim dokładnie kierujemy się jej zasadami, jest ona dla nas inspiracją. Maksymilian najpierw nauczył się czytać, bo taką miał potrzebę. Natomiast od jakiegoś czasu coraz chętniej chciał coś wyrazić. Rysował obrazek i prosił, żebym opatrzyła go podpisem, instrukcją. Choć ćwiczymy naukę pisania, idzie mu to raczej opornie. Postanowiliśmy wreszcie zabrać się do stworzenia pomocy edukacyjnych właśnie typowo montessoriańskich, ale także inspirowanych pomysłami innych mam blogujących.
Szorstkie litery wykonaliśmy z płyty pilśniowej, malowanej farbami czerwoną dla samogłosek i niebieską dla spółgłosek. Następnie z papieru ściernego wycinałam literki (wcześniej wydrukowałam sobie szablony z bloga dzieciakiwdomu.pl)
Mam nadzieję, że dzięki tym wysiłkom nasi synowie nie będą pisali jak ich tata :)
Szorstkie litery są typowo do zabawy, poznawania, układania. Robiliśmy je już raczej z myślą o młodszych chłopcach, bo nasz 5-latek już nie zajmie się samym tylko dotykaniem. Wykonanie liter do układania mnie przeraża( takich jak tutaj), dlatego ułatwiliśmy sobie NIECO sprawę. Wydrukowałam wszystkie litery alfabetu skopiowane do arkusza z wikipedii :). Następnie je zalaminowałam i wycięłam. Takie litery nie nadawały się jednak do układania słów, gdyż były za śliskie i nieustannie się przesuwały. Lepszym pomysłem byłoby wydrukowac je na bloku technicznym. Ale myślimy o tym, żeby zostały one także dla młodszego rodzeństwa, więc chcieliśmy, aby były trwalsze. Koniec końców kupiliśmy dłuuugą rzepę i mozolnie przyklejałam w wolnej chwili kawałeczki do literek. Mąż natomiast wykonał "rzepową kartkę". Efekty poniżej.
czwartek, 5 listopada 2015
MIŁOŚĆ
W naszym kraju jesteśmy już rodziną wielodzietną. Mamy trójkę dzieci i kartę dużej rodziny. Już na porodówce usłyszałam kilkakrotnie w związku z faktem, że miałam trzecie cesarskie cięcie od kilku (!) położnych: to już chyba ostatnie? Później jeszcze na USG bioderek wysłuchałam monologu o niebezpieczeństwie związanym z cesarką..., w rodzinie... Wszyscy są mądrzejsi od lekarzy ginekologów, którzy zapewniali mnie, że spokojnie mogę myśleć o większej gromadce. Słyszę nieraz także słowa wyrażające podziw i to mnie martwi... Podziw za 3 dzieci? Troje??????? Nie , nie, nie mam przed trójką jedynki. Nie 13, a 3... Jakbym była jakąś kosmitką. "Macie fajnie, stać was". Mówią tak do mnie ludzie, którzy pracują tam gdzie mój mąż i nie mają kredytów. Tak stać nas. I was też stać. Czego się ludzie boicie? Miłości?
Wiele razy w życiu zastanawiałam się, jaki jest ten Bóg. Ileż to razy nie mogłam pojąć połączenia sprawiedliwości i miłosierdzia. Nieustannego wybaczania naszych grzechów i kochania mimo wszystko. Jakie to wszystko staje się jasne w rodzinie. Kocham, więc wymagam. Kocham mimo wszystko, bezwarunkowo, choć czasem ukrywam swą czułość ( np. w nieposłuszeństwie). Wybaczam nieustannie te same przewinienia. Pozwalam się skaleczyć, poczuć smak porażki i zwycięstwa. Jasno przekazuję wartość spraw materialnych. Wymagam miłości wobec rodziny i akceptacji wobec słabości drugiego człowieka. Proszę o pomoc, każę po sobie sprzątać. Tak zwyczajnie, z miłości. Na ile potrafię chcę wychować dzieci do świętości. Taki jest nasz cel i o to proszę Boga w każdej modlitwie. Czyż Bóg nie jest właśnie takim rodzicem? Wybacza i wcale się już nie gniewa. Sprawiedliwie osądza, ale zawsze ma otwarte ramiona do przytulenia. Tak, Bóg kocha każdego człowieka jak my kochamy swoje dzieci. KAŻDEGO. Nawet tego zbuntowanego, który żyje Jemu na przekór. Bo czy my przestaniemy kochać nasze dziecko, gdy się zbuntuje przeciwko nam? Będziemy na nie źli, ale nasza miłość nigdy się nie skończy. To jakże Bóg mógłby się odwrócić od swojego dziecięcia?! Rodzina, to podstawowa komórka budująca społeczeństwo. Rodzina pełna miłości i wiary to rodzina odbijająca jak w lustrze Bożą miłość ku nam. Dlatego tak bardzo rodzinę atakują, próbują zniszczyć. Szatan nienawidzi szczęśliwych rodzin i kieruje ku nim całą swoją złość. Ale my musimy oślepić go niczym bazyliszka. Warunek jest tylko jeden. Aby w naszym lustrze odbijała się nie nasz blask, ale Światło Boga.
Ludzie patrzą na nas i widzą, jak ciężko ogarnąć nam trzech chłopaków podczas mszy, że czasem na ulicy mój zbuntowany trzylatek zrobi awanturę, że jestem uwiązana karmieniem piersią. Ja patrzę na swoją rodzinę i widzę przybiegające co rano małe stópki wkradające się pod kołdrę. Ja widzę setki pocałunków dziennie i nieustanne " Mamo, kocham cię". Widzę błysk w oczach syna, który uwielbia lekcje pływania. Lubię radość wspólnych gier. Lubie śmiech łaskotanego niemowlaka i braci, którzy próbują go rozśmieszyć. Uwielbiam podsłuchiwać ich poważne rozmowy i patrzeć jak sobie pomagają. I jak szaleją za swoim tatą. Za swoim bohaterem.
Wiele razy w życiu zastanawiałam się, jaki jest ten Bóg. Ileż to razy nie mogłam pojąć połączenia sprawiedliwości i miłosierdzia. Nieustannego wybaczania naszych grzechów i kochania mimo wszystko. Jakie to wszystko staje się jasne w rodzinie. Kocham, więc wymagam. Kocham mimo wszystko, bezwarunkowo, choć czasem ukrywam swą czułość ( np. w nieposłuszeństwie). Wybaczam nieustannie te same przewinienia. Pozwalam się skaleczyć, poczuć smak porażki i zwycięstwa. Jasno przekazuję wartość spraw materialnych. Wymagam miłości wobec rodziny i akceptacji wobec słabości drugiego człowieka. Proszę o pomoc, każę po sobie sprzątać. Tak zwyczajnie, z miłości. Na ile potrafię chcę wychować dzieci do świętości. Taki jest nasz cel i o to proszę Boga w każdej modlitwie. Czyż Bóg nie jest właśnie takim rodzicem? Wybacza i wcale się już nie gniewa. Sprawiedliwie osądza, ale zawsze ma otwarte ramiona do przytulenia. Tak, Bóg kocha każdego człowieka jak my kochamy swoje dzieci. KAŻDEGO. Nawet tego zbuntowanego, który żyje Jemu na przekór. Bo czy my przestaniemy kochać nasze dziecko, gdy się zbuntuje przeciwko nam? Będziemy na nie źli, ale nasza miłość nigdy się nie skończy. To jakże Bóg mógłby się odwrócić od swojego dziecięcia?! Rodzina, to podstawowa komórka budująca społeczeństwo. Rodzina pełna miłości i wiary to rodzina odbijająca jak w lustrze Bożą miłość ku nam. Dlatego tak bardzo rodzinę atakują, próbują zniszczyć. Szatan nienawidzi szczęśliwych rodzin i kieruje ku nim całą swoją złość. Ale my musimy oślepić go niczym bazyliszka. Warunek jest tylko jeden. Aby w naszym lustrze odbijała się nie nasz blask, ale Światło Boga.
Ludzie patrzą na nas i widzą, jak ciężko ogarnąć nam trzech chłopaków podczas mszy, że czasem na ulicy mój zbuntowany trzylatek zrobi awanturę, że jestem uwiązana karmieniem piersią. Ja patrzę na swoją rodzinę i widzę przybiegające co rano małe stópki wkradające się pod kołdrę. Ja widzę setki pocałunków dziennie i nieustanne " Mamo, kocham cię". Widzę błysk w oczach syna, który uwielbia lekcje pływania. Lubię radość wspólnych gier. Lubie śmiech łaskotanego niemowlaka i braci, którzy próbują go rozśmieszyć. Uwielbiam podsłuchiwać ich poważne rozmowy i patrzeć jak sobie pomagają. I jak szaleją za swoim tatą. Za swoim bohaterem.
środa, 4 listopada 2015
Matematyka przyjemnością!
Nasz najstarszy syn nauczył się liczyć przez bajki i piosenki do 10. Czasem coś z nim podłapaliśmy, poprawialiśmy. Lubił liczyć przedmioty, zjadane kawałki owoców, wrzucane do garnka ziemniaki. Następnie zaczął mnie pytać: a co jest po 11?, a potem...? itd. Naprawdę jest dla mnie świetnym dowodem na teorię Marii Montessori, która wykazuje, że dziecko ma swoje fazy. Maksymilian zdecydowanie miał fazę na matmę, my ją postanowiliśmy pielęgnować. Tak nauczył się liczyć do 100. Bez pisania, pokazywania, ćwiczenia. On pytał, a my nie olewaliśmy jego pytań, tylko spokojnie odpowiadaliśmy. Czasem wymagało to od nas wysiłku kosmicznego, gdy chcieliśmy spokojnie zobaczyć film ten jeden raz w tygodniu, a jego bardzo nurtowało co jest po 39,49,59 itd. I miałam ochotę powiedzieć, że teraz mamy czas dla siebie, ale w głębi czułam, że to jest ważny moment. Ma zacięcie typowo męskie do klocków, maszyn, naprawiania, projektowania i do matematyki właśnie. Dlatego postanowiliśmy wykorzystać montessoriańskie pomoce naukowe. A że nasz budżet jest jaki jest, to wykorzystaliśmy materiały, które były w domu.
Tablica setki to tablica10x10 i 100 liczb do układania. My zrobiliśmy ją z płyty meblowej (resztki z szafy:) ), w której mąż wyżłobił otwory na nakrętki po wodzie mineralnej. Nawet nie nasze, bo my pijemy kranówę:) Na nakrętkach zapisałam liczby od 1 do 100. Początkowo zastanawiałam się, jakim cudem to ma być zabawa? Zawsze jedno a to samo... ALE to działa relaksująco! Sama lubię je sobie powkładać. A dziecko bawiąc się z liczbami układa je sobie, oswaja i dotyka!


Tablica setki to tablica10x10 i 100 liczb do układania. My zrobiliśmy ją z płyty meblowej (resztki z szafy:) ), w której mąż wyżłobił otwory na nakrętki po wodzie mineralnej. Nawet nie nasze, bo my pijemy kranówę:) Na nakrętkach zapisałam liczby od 1 do 100. Początkowo zastanawiałam się, jakim cudem to ma być zabawa? Zawsze jedno a to samo... ALE to działa relaksująco! Sama lubię je sobie powkładać. A dziecko bawiąc się z liczbami układa je sobie, oswaja i dotyka!


środa, 21 października 2015
Kryzys
Mój brak wpisów wynikał z braku dostępu do internetu. XXI wiek nie oznacza, że 15km od miasta można spokojnie złapać zasięg. Do tego historia na miarę zwycięstwa w konkursie na największą pierdołę roku, czyli jak rozwaliłam router. Ale nie grzebałabym w nim, gdyby był zasięg, ot co!
Ale do tematu.
Zajmowanie się dziećmi 24h/dobę, pranie, sprzątanie, nauczanie, gotowanie, sprzątanie. Przewijanie, karmienie, gotowanie, pranie, sprzątanie. Musiałam paść na nos. Fizycznie. Pewnego dnia moje biedne dzieci doświadczyły, że ich mama ma ograniczone możliwości. Po prostu starałam się zadowolić wszystkich wokół. Kolejny raz doświadczyłam tego o czym tu pisałam. Moim zdaniem nie da się być idealną matką ( ciepłą, cierpliwą, opanowaną, zawsze uśmiechniętą i gotową wysłuchać potrzeb dziecka. Ba, zareagować na nie! ), żoną ( zawsze piękną, uśmiechniętą, elegancką, pomysłową i zawsze pełną entuzjazmu) oraz gospodynią ( pedantyczną, perfekcyjną panią domu i kucharką niczym Ewa W. ). JA NIE POTRAFIĘ. Jak się tak człowiek nakręca, to albo wybuchnie, albo wyzionie ducha. Ja wybrałam pierwszą opcję. Byłam wredną jedzą cały dzień, aż dotarło do mnie, że ZNÓW popełniłam ten sam błąd. Znów skupiałam się na tym, żeby zadowolić osoby wokół mnie. To mnie nakręca, robię rzeczy wbrew własnej woli i jestem ze sobą skłócona. Potem przeobrażam się w tykającą bombę zegarową.
Ale do tematu.
Zajmowanie się dziećmi 24h/dobę, pranie, sprzątanie, nauczanie, gotowanie, sprzątanie. Przewijanie, karmienie, gotowanie, pranie, sprzątanie. Musiałam paść na nos. Fizycznie. Pewnego dnia moje biedne dzieci doświadczyły, że ich mama ma ograniczone możliwości. Po prostu starałam się zadowolić wszystkich wokół. Kolejny raz doświadczyłam tego o czym tu pisałam. Moim zdaniem nie da się być idealną matką ( ciepłą, cierpliwą, opanowaną, zawsze uśmiechniętą i gotową wysłuchać potrzeb dziecka. Ba, zareagować na nie! ), żoną ( zawsze piękną, uśmiechniętą, elegancką, pomysłową i zawsze pełną entuzjazmu) oraz gospodynią ( pedantyczną, perfekcyjną panią domu i kucharką niczym Ewa W. ). JA NIE POTRAFIĘ. Jak się tak człowiek nakręca, to albo wybuchnie, albo wyzionie ducha. Ja wybrałam pierwszą opcję. Byłam wredną jedzą cały dzień, aż dotarło do mnie, że ZNÓW popełniłam ten sam błąd. Znów skupiałam się na tym, żeby zadowolić osoby wokół mnie. To mnie nakręca, robię rzeczy wbrew własnej woli i jestem ze sobą skłócona. Potem przeobrażam się w tykającą bombę zegarową.
Znaleźć ten złoty środek. Szanować ludzi wokół siebie, ich potrzeby, ale nie zapominając o własnych. Mój sposób to zrobiony setny raz plan dnia. Tym razem z dziećmi. Wyznaczając sobie punkty, dość ogólnikowo, realizuję co trzeba. Nie łapię się na tym, że cały dzień sprzątałam zamiast poświęcić czas dzieciom. Nastraszy syn bardzo lubi i widać potrzebuje takiej harmonii, także mam stróża porządku. Podchodzi do naszej tablicy i czyta. Korzyści są dwie. Interpretacja zegara oraz czytanie. Oto nasz plan:
Oczywiście musiałam się zdystansować do pojęcia estetyki, ozdabiania i kolorowania w pojęciu dzieci, ale dobrze mi to zrobiło. Nie wszystko musi być perfekcyjne. Najważniejsze, że plan ma swoje ważne miejsce w pokoju, w którym pracujemy, jest ogólnodostępny i nawet tata musi się do niego dostosować.
Oczywiście musiałam się zdystansować do pojęcia estetyki, ozdabiania i kolorowania w pojęciu dzieci, ale dobrze mi to zrobiło. Nie wszystko musi być perfekcyjne. Najważniejsze, że plan ma swoje ważne miejsce w pokoju, w którym pracujemy, jest ogólnodostępny i nawet tata musi się do niego dostosować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Sprawa Alfiego
O historii małego Alfiego, którego próbuje się zabić w Liverpolu słyszeli już chyba wszyscy. I wierzyć się nie chce, że takie rzeczy dzieją ...
-
O historii małego Alfiego, którego próbuje się zabić w Liverpolu słyszeli już chyba wszyscy. I wierzyć się nie chce, że takie rzeczy dzieją ...
-
Zachęcona naszym doświadczeniem, chciałabym zmotywować was, żebyście nauczyli wasze dzieci czytać. Nie tylko technicznie, ale także, a mo...
-
Już wiem, że nie czuję się tak tylko ja. Albo że nie tylko ja jestem wyrodną matką. Wyżaliłam się kumpeli, która powiedziała, że nieusta...






